Sprzedam pilnie nerkę. Mam nóż na gardle, pilnie potrzebuję pieniędzy” – pisze Malwina z Rzeszowa. „Dziecko w drodze, a pracy nie ma” – tłumaczy swoją ofertę Adam z Gdańska. „Jestem zdesperowanym 28-latkiem. Wierzę, że uratuję komuś życie, gdyż moje nie ma sensu” – to dawca z Gliwic. Internet pełen jest propozycji handlu organami.

Transplantolodzy przestrzegają, że nielegalne przeszczepy są niebezpieczne. Policja zapewnia, że w Polsce nie ma handlu organami, a za granicą zamiast pieniędzy można znaleźć śmierć.

Jak w smutnym sklepie…

Wpisuję w wyszukiwarkę w internecie hasło „sprzedam nerkę”. Wyskakuje kilkadziesiąt stron. Przeglądam ogłoszenia z ostatnich tygodni. Jest ich mnóstwo. Aż tylu się nie spodziewałem. Mogę wybierać jak w sklepie. Tylko to taki smutny sklep, pełen rozpaczy i desperacji. „Witam, sprzedam nerkę oraz krew. Nie piję, nie palę. Jestem młodym człowiekiem, mam 20 lat. Nigdy nie brałem innych używek. Potrzebuję szybko pieniędzy, mam dziecko w drodze – dlatego. A pracy nie ma… ” – pisze Adam xx z Gdańska, grupa krwi Rh+. „Witam, sprzedam pilnie nerkę. Mam nóż na gardle, pilnie potrzebuję pieniędzy…” – to Malwina z Rzeszowa. Krzysztof z Krakowa: „Mam 33 lata, potrzebuję pilnie pieniędzy, sprzedam nerkę, szpik, ewentualnie coś innego, cena do uzgodnienia”.

Niektóre ogłoszenia brzmią jak listy do pomocy społecznej. „Jestem samotną matką, mam 48 lat. Wychowuję 10-letniego synka, który urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Leczenie i rehabilitacje są bardzo kosztowne. A my utrzymujemy się tylko z zasiłku pielęgnacyjnego, rodzinnego i bardzo skromnych alimentów. Dlatego moja bardzo trudna sytuacja finansowa i życiowa skłoniła mnie do takiej decyzji, żeby sprzedać nerkę. Cena do uzgodnienia. Jestem zdrową kobietą, mieszkam w małej wsi, prowadzę zdrowy tryb życia. Gdybym sama nie miała chorego dziecka, oddałabym nerkę bezpłatnie” – to Olga. I jeszcze anons z Gliwic: „Jestem zdesperowanym 28-latkiem!! Oddam zdrową nerkę za okazyjną sumę, gdyż potrzebuję na spłatę długów! I wierzę, że uratuję komuś życie, gdyż moje nie ma sensu. Oddam również krew”.

Padają też ceny – 20 tysięcy złotych, 35, 40, 50 tysięcy. Najdroższą nerkę ma Ada – 80 tysięcy. Najtańszą – internautka z Opola: „szybko, tanio, poufnie, dyskretnie sprzedam nerkę, 10 tys., kobieta, 29 lat”. Inni podają ceny w euro, sygnalizując od razu, do kogo kierują ofertę. Część „handlarzy” od razu podaje też grupę krwi. Jej zgodność między dawcą i biorcą jest konieczna.

„Ale to pan za wszystko płaci”

Ok, załóżmy, że jestem zainteresowany. W ogłoszeniach przeważa stwierdzenie „więcej szczegółów na maila”. Ale są też numery telefonów komórkowych. No to dzwonię. Do Tomasza.

– Halo, słucham – miły męski głos, w tle ruchliwa ulica.

– Witam, znalazłem pana ogłoszenie w internecie. Czy to pan chce sprzedać nerkę?

– A o co chodzi?

– Jestem zainteresowany.

– Ale czy na pewno? Ja przyjmuję tylko poważne oferty – wyczuwam niepewność.

– Tak, mam zdiagnozowaną niewydolność nerek. Potrzebuję pilnie przeszczepu, a lekarze każą mi czekać nawet dwa lata. Nie mogę tyle. Pan ma grupę krwi Rh-, tak?

– Tak.

– To by się zgadzało. A czy jest pan gotowy na wyjazd za granicę? Bo wie pan, inaczej się nie da. Trudno będzie tu nawet zrobić badania, już nie mówiąc o samej operacji.

– Ale to pan za wszystko płaci, ja nie mam pieniędzy. Dlatego chcę sprzedać nerkę, że jestem w bardzo trudnej sytuacji, mam rodzinę na utrzymaniu. Za podróż, za badania i za zabieg też. Nawet jak coś będzie nie tak, to też pan płaci. Chociaż co ma być nie tak? Mam zdrowe nerki, nie piję, nie palę, prowadzę zdrowy tryb życia? Ale na pewno pan jest zainteresowany?

– Tak, tak, tylko muszę jeszcze spytać, czy nie ma pan jakichś chorób. I czy ktoś w bliskiej rodzinie nie miał?

– Nie, nie, w mojej rodzinie wszyscy to okazy zdrowia.

– I ile pan chce?

– No, to jednak jest nerka, więc przynajmniej 40 tysięcy.

– Oj, strasznie dużo, może spuści pan chociaż o pięć tysięcy.

– Hmm… ech… nie bardzo…. Chyba, że wykupi mi pan jeszcze badania po wszystkim, dobrze?

– Ok, to ja telefon pana mam, muszę jeszcze się tylko upewnić, czy ta klinika za granicą na pewno może to zrobić. Bo im też trzeba będzie dużo zapłacić.

– Ale ma pan pieniądze? Nie będzie z tym problemu – znów niepewność.

– Nie będzie. Jeszcze muszę to przemyśleć, odezwę się. Jeżeli się zdecyduję, to musimy się jeszcze spotkać osobiście. Wie pan, muszę się upewnić, co i jak, poznać pana.

– Rozumiem. Koniecznie. Pan dzwoni, jak coś.

Kolejny telefon. Krzysztof z Poznania jest gotów to zrobić choćby jutro. Zależy mu na czasie. Ale przekonuje, że nie chodzi tylko o pieniądze. – Wie pan, najważniejsze jest zdrowie. Ja z jedną nerką mogę żyć. A moje druga może sprawić, że i pan będzie miał się dobrze. I ja będę miał lepiej w życiu. Trzeba sobie pomagać, prawda? Joanna30 właściwie nie jest już pewna. Chyba nie spodziewała się, że ktoś zadzwoni:  – To jest bezpieczne, prawda? Pan na pewno bardziej się na tym zna, skoro pan szuka. Na pewno będę mogła żyć dalej tak, jak teraz, tak?

Najlepsza nerka od bliźniaka

Prof. Roman Danielewicz przekonuje, że to wszystko nie jest takie proste. Jest dyrektorem Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do spraw Transplantacji „Poltransplant” w Warszawie. Placówka podlega Ministrowi Zdrowia, wśród zadań – koordynowanie pobierania narządów od zmarłych dawców oraz kontrola nad procedurami i przeszczepami. – Zanim dojdzie do przeszczepu, trzeba spełnić szereg warunków medycznych. To jest też kwestia odpowiedniego doboru między dawcą a biorcą, przede wszystkim od strony immunologicznej – wyjaśnia prof. Danielewicz.

„Sprzedam pilnie nerkę. Mam nóż na gardle, pilnie potrzebuję pieniędzy” – pisze Malwina z Rzeszowa. „Dziecko w drodze, a pracy nie ma” – tłumaczy swoją ofertę Adam z Gdańska. „Jestem zdesperowanym 28-latkiem. Wierzę, że uratuję komuś życie, gdyż moje nie ma sensu” – to dawca z Gliwic. Internet pełen jest propozycji handlu organami.

– Każdy człowiek ma antygeny zgodności tkankowej i prawie wszyscy pod tym względem się różnimy. Ale można je dobrać w taki sposób, żeby reakcja „gospodarza” przeciwko przeszczepowi była jak najmniejsza. Optymalną sytuacją jest, by przeszczepić nerkę od bliźniaka jednojajowego, bo te osoby są identyczne genetycznie. Wtedy nie ma zagrożenia odrzucenia i taka osoba nie musi brać żadnych leków przeciwko odrzuceniu. W każdej innej konfiguracji już są pewne różnice, ale odpowiednie leki mogą to opanować. Ważna jest grupa krwi, a w niektórych przypadkach (przeszczepienie serca, płuc) trzeba brać pod uwagę także wzrost, obwód klatki piersiowej i wagę.

Możliwe jest przeszczepienie nerki od osoby niespokrewnionej. – Wszystkie narządy przeszczepiane od osób zmarłych – nerki, serce, wątroba, płuco czy jelito – pochodzą przecież od takich niespokrewnionych osób. W Polsce większość narządów przeszczepiana jest właśnie od zmarłych, tylko 3-4 procent nerek pochodzi od osób żywych. To stanowczo za mało, chcielibyśmy, by było to kilka razy więcej. W innych krajach ten wskaźnik sięga nawet 40-50 procent i więcej – mówi profesor.

Sam lekarz z pielęgniarką nie da rady

Pytany o handel, nie ma wątpliwości. – W Polsce do takiej transakcji w sposób jawny nie może dojść. I nie dochodzi. Nawet trudno byłoby skompletować zespół kilkunastu profesjonalistów z różnych dziedzin medycyny, który miałby w jakiejś „piwnicy” przeprowadzić taką operację. W całą procedurę muszą być włączeni nefrolodzy, którzy opiekują się chorymi z niewydolnością nerek, immunolodzy, którzy są odpowiedzialni za dobór, monitorowanie pooperacyjne i wykonanie specjalistycznych badań, anestezjolodzy, chirurdzy, pielęgniarki operacyjne, pielęgniarki opiekujące się chorym po operacji. Sam lekarz z pielęgniarką tego nie zrobi. A przede wszystkim jest to nieetyczne i nielegalne.

Pozostaje zagranica, czyli – według profesora Danielewicza – ogromne ryzyko. – Wiemy, że w niektórych krajach dochodzi do przeszczepienia nerek od płatnych dawców i Polacy ogłaszający się w internecie ryzykują, że zostaną wykorzystani przez osoby pośredniczące w handlu narządami za granicą. W takich przypadkach nie mamy wątpliwości, że nie są zachowane odpowiednie warunki. Na świecie słyszy się, że nielegalny dawca szybko wypisywany jest ze szpitala i przez następne lata nie ma nad nim żadnej dalszej opieki. A tak naprawdę i dawca, i biorca powinni jeszcze długo pozostawać pod nadzorem lekarza. Można też mieć wątpliwości, czy zachowana jest procedura doboru immunologicznego.

Według polskich przepisów i dawca, i biorca muszą być przed przeszczepem wpisani do krajowego rejestru. Oprócz członków rodziny, możliwe jest przeszczepienie organu od osoby związanej z biorcą emocjonalnie – przyjaciela czy partnera, ale to podlega wyjątkowo restrykcyjnym procedurom. Najpierw – badanie więzów, potem – wniosek do Zespołu Etycznego Krajowej Rady Transplantacyjnej i czekanie na jego zgodę. Wreszcie – sąd rejonowy, który wydaje ostateczną decyzję.

W Polsce na przeszczepienie nerki od osoby zmarłej – od momentu zgłoszenia do krajowego rejestru – biorca oczekuje około 9-10 miesięcy. Od rozpoczęcia dializ – średnio 2-2,5 roku. Najkrócej czeka się na przeszczepienie szpiku kostnego Polscy lekarze mają dostęp do światowego rejestru, czyli kilkunastu milionów potencjalnych dawców szpiku. Znalezienie tego odpowiedniego „bliźniaka genetycznego, to kwestia kilku, w wyjątkowych przypadkach – kilkunastu tygodni.

Trzecim, najczęściej przeszczepianym od osób żywych organem jest wątroba. – Najczęściej rodzice oddają jej fragment dla swego dziecka. Można pobrać też część rogówki, ale takie operacje są wykonywane niezwykle rzadko, podobnie jak przeszczepianie fragmentu jelita czy skóry – tłumaczy profesor Danielewicz.

Rok więzienia za ogłoszenie

Za internetową propozycję sprzedaży narządów ogłoszeniodawcom grozi do roku więzienia – dowiaduję się od młodszego inspektora Krzysztofa Hajdasa z Komendy Głównej Policji. Według niego internetowe oferty to na terenie Polski jedyny rodzaj przestępstw związanych z handlem organami. – U nas nie istnieje podziemie związane z nielegalnymi przeszczepami. Ale sprawdzamy takie ogłoszenia. Ustalamy ich autorów na podstawie adresów IP komputerów, z których są wysyłane – tłumaczy Krzysztof Hajdas.

Lipiec tego roku. W ramach akcji „Anons” funkcjonariusze CBŚ we współpracy z Wydziałem Wsparcia Zwalczania Cyberprzestępczości Biura Kryminalnego KGP i mundurowymi z 80 komend policji w całym kraju ustalają adresy 250 internetowych oferentów sprzedaży narządów. Najczęściej chodzi o nerki. Mundurowi wchodzą do blisko stu mieszkań i domów. Zatrzymują dwie osoby, 37 doprowadzają na komisariaty, 105 – przesłuchują. Akcja kończy się postawieniem zarzutów 23 osobom.

Krzysztof Hajdas: – W większości przypadków te ogłoszenia to głupie żarty. Część zamieszcza je na zasadzie „a wpiszę, zobaczę, co się stanie”. I nie do końca zdają sobie sprawę, że jest to nielegalne, co oczywiście nie zwalnia ich z odpowiedzialności. Część to ludzie naprawdę zdesperowani, którzy liczą, że tak mogą poprawić swój byt. Są też tacy, którzy w ten sposób wołają o pomoc. Tak naprawdę nigdy nie chcieli sprzedać nerki, ale za pomocą ogłoszenia chcą zwrócić uwagę na swoją sytuację. Tylko niewielka część jest naprawdę zdecydowana oddać nerkę. Zapewniam, że nie da się w Polsce sprzedać organu. Nie da się w ten sposób poprawić swojego bytu, można go tylko pogorszyć.

Wolą zabić, niż zapłacić…

Jak podkreśla KGP, nielegalnego przeszczepu w Polsce nie można ukryć, choćby dlatego, że wymaga zaangażowania dużej liczby osób: – Co więcej, nawet jeżeli nasz obywatel miałby gdzieś wyjechać, to pamiętajmy, że gdy wróci, może trafić do szpitala, gdzie zostanie zapytany, skąd ma bliznę. I tak sprawa trafi na policję. Podobnie jest w całej Europie – zapewnia Krzysztof Hajdas.

Według specjalistów zajmujących się zwalczaniem handlu organami, nielegalne przeszczepy zdarzają się tylko w Afryce lub Azji. Bo, jak tłumaczą, po co wieźć kogoś z Polski taki kawał, narażając się na dodatkowe koszty – przelot, hotele, skoro na miejscu też można znaleźć dawcę i to tańszego. Trzeba pamiętać, że grupy przestępcze, które mogą się zajmować tym procederem, nie „wyrzucają” pieniędzy, jeśli nie ma takiej potrzeby.

Jest jeszcze jedna kwestia. Jak mówi Krzysztof Hajdas, z międzynarodowych danych wynika, że handlarze organami nie płacą dawcom. – Praktycznie się nie zdarza, że ktoś sprzedał nerkę i przeżył. Pamiętajmy, przestępcy wolą zabić, niż zapłacić…

Autor: Piotr Halicki
Źródło: Onet