Tam, gdzie jest miłość, tam jest życie

Mahatma Gandhi

 

Radość i zaskoczenie są nierozłączne. Czasem radość zjawia się niespodziewanie. Czasem wymaga jednak pewnego planu… Prawdziwa radość pojawia się wtedy, gdy zdarza się coś nieprzewidywalnego…gdy spoza chmur wyjrzy słońce…, gdy jakiś problem sam się rozwiąże…, gdy nadejdzie dobra wiadomość…, gdy można uratować życie… ot, tak – po prostu…Życie jest zawsze pewnym ryzykiem. Godzimy się na nie przy każdym spotkaniu z drugim człowiekiem. Zbieramy odwagę, by wyjść na zewnątrz. Potrzebujemy siły by zdecydować się na jakieś przedsięwzięcie, choć nie wiemy, czy wszystko dobrze się potoczy. Czasami tylko jedna decyzja…, tak blisko…i świat może znów na nowo zawirować…

W roku 2004 na nowo zawirował świat Slavenki Drakulić, chorwackiej autorki książki „Ciało z jej ciała”, która jest podziękowaniem dla Christine Swenson za to, że uratowała Slavence życie, darując jej bezinteresownie swoją nerkę – jako żywy, niespokrewniony i anonimowy  dawca. Do chwili przeczytania tej wspaniałej książki nawet nie wiedziałam, że istnieje taka możliwość. Niebywałe wrażenie zrobił na mnie ten skrajny altruizm. Dawcy dobrowolni są ponad przynależność religijną, rasową, orientację seksualną, przekonania polityczne a nawet styl życia. Dlaczego nie jest to możliwe u nas w Polsce, skoro możliwe jest w Stanach Zjednoczonych? Czym różnimy się od Amerykanów? Kto tworzy te sztuczne podziały? A skoro są sztuczne, to dlaczego ich nie obalić? Świat tak naprawdę jest mały i tylko jedna siła jest najważniejszą i  największą mocą napędową każdego z nas na całym globie – MIŁOŚĆ. Od niej się przecież wszystko zaczyna. Czyż nie ONA właśnie jest ponad wszelkie podziały i przynależności? Czy nie ONA wyciąga do nas rękę w chwilach zwątpienia? Najwięcej wiedzy czerpiemy właśnie z miłości i nie ma nic większego ponad nią. Jeden z bohaterów omawianej książki – ojciec Sallivan – powiedział: „…ofiarowanie narządów ujawnia najlepszą stronę ludzkiej natury…” Pytany, dlaczego chciał ofiarować swoją nerkę nieznajomej osobie odpowiedział z przekonaniem i bez namysłu, że sprawiła to wiara. Sama wiem, że u podstaw takiej decyzji oprócz wiary leży także osobowość i doświadczenie życiowe.  Potwierdzają to także  kolejne historie dawców nerek, których pozwala nam poznać Slavenka.

Uświadomiłam sobie, że  dawca nie tylko ratuje życie biorcy, sam także doświadcza zbawienia. Każdy z dawców miał swoje powody, które nim kierowały. Każdy z nich w ostatecznym rozrachunku został niespokrewnionym, anonimowym dawcą. Ale paradoksalnie łączyło ich jedno – ratowanie życia innych stało się jednocześnie ratunkiem dla nich samych. Przekonałam się również, że ludzie są bardziej skłonni do pomagania, niż nam się wydaje. Jednocześnie zakiełkowała we mnie myśl, że nasze polskie transplantacyjne prawo nie jest dostatecznie dobrze uregulowane, że potrzebne są zmiany, chociażby takie, aby biorca mógł anonimowo napisać list z podziękowaniem dla rodziny dawcy zmarłego i odwrotnie. Wykształcenie odpowiednich, czyli możliwych do przyjęcia dla obydwu stron, relacji z żywym, anonimowym dawcą, bądź krewnymi zmarłego, jest sprawą bardzo delikatną, ale uważam, że powinna być prawnie umożliwiona w każdym kraju (w naszym również) i być kwestią tylko osobistej decyzji i zależeć wyłącznie od zainteresowanych z jednoczesnym pouczeniem, że dobrowolnemu dawcy lub rodzinie dawcy zmarłego nie wolno oczekiwać niczego w zamian. Jak pokazuje życie, żywi anonimowi dawcy, bądź rodziny dawców zmarłych nie rozpatrują swoich decyzji w kategoriach aktu dobroci. Ich interpretacja jest znacznie bardziej prozaiczna  i nawiązuje do pewnych splotów sytuacji rodzinnych, które skłoniły ich do ratowania życia innych…

Tylko szerokie horyzonty pozwalają nam dostrzec to, co nowe. Właśnie ta otwarta przestrzeń uwalnia naszego ducha, pozwala w sobie odkryć i poczuć ISTOTĘ CZŁOWIECZEŃSTWA. Kto ratuje jedno życie, jakby świat cały ratował…

red: Anita  Kafel

Książka jest już do nabycia w dobrych księgarniach lub bezpośrednio na stronie Wydawnictwa W.A.B.