Niezmiennie od wielu lat dla Polaków najważniejszą wartością jest zdrowie  to pokazują kolejne edycje badania Diagnoza Społeczna. Z drugiej strony, pomimo że zdrowie jest dla nas Polaków najważniejsze – ani pacjenci ani organizacje pacjenckie ani obywatele nie potrafią się zmobilizować, żeby skutecznie zadbać o tą największą narodową wartość.LOGO- MY PACJENCI

Patrzę na ożywienie społeczne, jakie wywołują inne problemy i przecieram ze zdumienia oczy. W sprawie obywatelskiej inicjatywy ustawy o ogródkach działkowych udało się zebrać prawie 1 mln podpisów. Po głosowaniu w sprawie projektu ustawy o związkach partnerskich parlamentarzyści PO którzy głosowali przeciw dostali na swoje skrzynki 0,5 mln maili. Prawa autorskie poruszyły tysiące młodych ludzi w społecznym odruchu, wypędzając ich sprzed komputerów w środku zimy na ulicę rok temu w proteście przeciw ACTA.

Nie wiem, co musiałoby się stać w ochronie zdrowia, żeby ludzie zaangażowali i zmobilizowali się na taką skalę – musiałby się chyba załamać system ubezpieczeń zdrowotnych  i musielibyśmy obudzić się w kraju w którym za leczenie płacimy już tylko wyłącznie z własnej kieszeni. Musiałaby się rozlać po kraju skala bankructw z powodów zdrowotnych. Tymczasem to co się dzieje właściwie zmierza do tego celu, tyle że małymi kroczkami. I to przy całkowitym braku reakcji czyli milczącym przyzwoleniu pacjentów, organizacji pacjenckich i obywateli.

Według badań Diagnoza Społeczna Polska jest krajem o tzw. niskim poziomie kapitału społecznego – ludzie niechętnie się zrzeszają i podejmują działania dla wspólnego dobra, nie potrafią współpracować i mają do siebie niski poziom zaufania. To zjawisko dotyczy krajów naszego regionu, jest typowe dla krajów postkomunistycznych. Stąd być może wynika słabość i niemoc pacjentów i organizacji pacjenckich wynikająca właśnie z niskiego kapitału społecznego i niski poziom wykorzystania przywileju partycypacji w praktyce.

Przytaczam poniżej dokładne cytaty z Diagnozy Społecznej 2011:

„Podobnie jak we wszystkich poprzednich latach najczęściej jako wartość wskazywane jest zdrowie (64 proc. respondentów), a w dalszej kolejności udane małżeństwo (niewielki spadek), dzieci i praca; najrzadziej wolność i swoboda, silny charakter, wykształcenie i życzliwość oraz szacunek otoczenia.

Nie pojawiły się przez te lata większe oznaki budowy społeczeństwa obywatelskiego. W porównaniu z wcześniejszymi badaniami Stowarzyszenia Klon/Jawor zwiększył się tylko odsetek wolontariuszy (z 16 proc. w 2010 r. do 20 proc. w 2011 r.); wzrosła również nieco wrażliwość na naruszanie dobra wspólnego i nieznacznie poprawiły się opinie na temat demokracji. Nie wzrosły jednak niezmiennie niskie od początku transformacji i jedne z najniższych w Europie wskaźniki uogólnionego zaufania, aktywności obywatelskiej, pracy na rzecz społeczności lokalnej i skłonności do zrzeszania.

Członkami organizacji, stowarzyszeń, partii, komitetów, rad, grup religijnych, związków i kół było w 2011 r. w 15 proc. (w 2009 r. 13 proc.) badanych. W ciągu ostatnich dwóch lat 16 proc. badanych angażowało się w działania na rzecz własnej społeczności, zaś 20 proc. w wykonywanie nieodpłatne jakiejś pracy lub świadczenie jakichś usług dla osób spoza rodziny bądź na rzecz organizacji społecznej. Są to podstawowe wskaźniki, ukazujące niski stopień rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, małe doświadczenia i kompetencje obywatelskie”.

Jak to się dzieje, że w narodzie mającym taką awersję do zrzeszania się i współpracy związki partnerskie, ogródki działkowe czy prawa autorskie wywołują więcej społecznych emocji i są w stanie zjednoczyć ludzi bardziej niż zdrowie, które jest przecież najważniejsze. Jak to się dzieje, że pacjenci więcej płacą za leki i im to nie przeszkadza. Nie przeszkadzają im kolejki do lekarza, szpitala, substandard w ochronie zdrowia, brak poszanowania praw pacjenta. Nie przeszkadza im, jak tworzy się złe prawo, jak urzędnicy podejmują niekompetentne i złe decyzje dotyczące ich zdrowia i życia. Nie mam pojęcia, na czym ten fenomen polega. Nie jestem pewna, czy zdrowie dla Polaków jest rzeczywiście najważniejsze. Chciałabym zrozumieć na czym ten paradoks braku partycypacji w tematach dotyczących zdrowia polega. Jeśli ktoś zna odpowiedź – będę za nią wdzięczna.

Barack Obama wdrażając swoją fundamentalną zmianę w systemie amerykańskich ubezpieczeń zdrowotnych mógłby o takiej bierności społecznej jedynie pomarzyć. Reformy tej o mały włos nie przypłacił przegraną w wyborach prezydenckich. Reforma podzieliła społeczeństwo na zdeklarowanych zwolenników i przeciwników, wywołała silne społeczne i polityczne reakcje, odbywał się intensywny społeczny dialog nad założeniami tych zmian. W dalszym ciągu temperatura debaty społecznej nad ubezpieczeniami zdrowotnymi jest wysoka i wprowadzenie planowanych zmian w życie wcale nie jest przesądzone.

Czekają nas pacjentów w najbliższych miesiącach ważne tematy, które wpłyną bezpośrednio na wysokość naszych prywatnych wydatków na zdrowie i nasze prawa jako pacjentów czy konsumentów. Zbliża się nowelizacja ustawy refundacyjnej, która przesunie oszczędności z leków na nadwykonania w niereformowanych i zadłużonych szpitalach, zbliża się wejście w życie Dyrektywy o transgranicznej opiece zdrowotnej, która ma szansę wprowadzić w Polsce współpłacenie za leczenie i zapowiadana jest ustawa o dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych, która ma szansę zmienić system ochrony zdrowia zasilając go strumieniem pieniędzy z prywatnych ubezpieczeń. Czyżby i te fundamentalne zmiany dotyczące zdrowia, życia i kieszeni każdego z nas miały się dokonać bez naszego, pacjentów udziału? Czy znowu zabiorą głos wszystkie środowiska – lekarze, pielęgniarki, firmy farmaceutyczne, hurtownicy, aptekarze, tylko zabraknie głosu nas pacjentów? Czy znowu urzędnicy będą udawać, że dbają o interesy nas pacjentów podczas gdy będą zabiegać wyłącznie o interes budżetu?   Tak się stanie, jeśli pacjenci nie zdobędą się na własny głos i stanowisko w tych ważnych i innych sprawach dotyczących zdrowia. Zdrowie dalej będzie dalej najważniejsze, ale tylko w badaniach socjologicznych. W realu będzie mniej ważne niż kawałek działkowego ogródka.

 

Red.: Ewa Borek
Źródło: http://www.mypacjenci.org/