Lekarze ciągle narzekają, że wykonują zbyt mało zabiegów, bo Narodowy Fundusz Zdrowia skąpi na nie pieniędzy. Z przeszczepami rodzinnymi jest całkiem inna sytuacja. Małopolski NFZ jest gotów zapłacić w każdej chwili za taką transplantację nerki, wręcz namawia krakowskich specjalistów do takiej działalności.

Aż dwie wysokospecjalistyczne placówki w Krakowie mogłyby wykonywać przeszczepy rodzinne. Chodzi o Szpital

Marek Thier fot. (Jacek Ulicki)

Marek Thier fot. (Jacek Ulicki)

Uniwersytecki i Szpital im. Jana Pawła II. Wyposażone są w nowoczesny sprzęt niezbędny do transplantacji, mają też specjalistów, którzy przeszczepiają nerki, tylko że od zmarłych pacjentów. Z pieniędzmi też nie byłoby kłopotu, bo dyrekcja małopolskiego NFZ gotowa finansować te świadczenia. Pacjenci jednak wciąż są odsyłani do Warszawy. Powód? Krakowscy lekarze nie są zainteresowani przeszczepami nerek od osób spokrewnionych.

Przeszczep rodzinny jednak mógł odbyć się tylko w Warszawie. Mężczyzna do dziś nie może zrozumieć, dlaczego takich pacjentów jak on odsyłają do szpitali w Polsce.

– Choroba odebrała mi prawie połowę życia. Dziesięć lat męczyłem się, dlatego postanowiłem walczyć o to, by i krakowscy specjaliści zaczęli wreszcie wykonywać przeszczepy nerek od osób spokrewnionych – mówi Marek Thier, przedsiębiorca i były stoper w drużynie Pasternik Ochojno. Walkę toczy prawie dwa lata, ale liczba przeszczepów wciąż się nie zmienia. I wynosi zero.

Tymczasem liczba osób, które mają kłopoty z nerkami, cały czas rośnie. Ze statystyk wynika, że rocznie każdy z oddziałów nefrologii przyjmuje ponad 1,5 tys. pacjentów. Chorzy zaawansowaną niewydolnością nerek są skazani na męczące i długie dializoterpie, które całkiem dezorganizują życie. W Polsce 1570 osób z taką diagnozą (nie ma danych z Krakowa) czeka na przeszczep.

– Brakowało mi sił i chęci do działania, dializy zajmowały mnóstwo czasu. Byłem wrakiem. Zaś wszczepienie zdrowej nerki oznacza normalne życie, o którym marzą chorzy każdego dnia i w każdej godzinie spędzanej na dializoterapii – przekonuje Marek Thier. Żałuje, że tak późno dowiedział się o takiej możliwości.

Anna Prokop-Staszecka, dyrektor szpitala im. Jana Pawła II, mówi, że też żałuje. Twierdzi, że od lat namawia swoich lekarzy do przeprowadzania przeszczepów rodzinnych. – Nie chcą – rozkłada ręce. – Przeszczepy nerek od osób spokrewnionych to większe wyzwanie i ryzyko, wymaga większej logistyki – dodaje.

Szefowa szpitala przy Prądnickiej zdradza, że nawet prosiła o akredytację ministerialną niezbędną do przeprowadzenia tych zabiegów. – Tylko że nawet nie wiedziałam, że urzędnik resortu pewnego dnia zwiedzał szpital. Ostatecznie nie dostaliśmy akredytacji, bo nie zatrudniałam nefrologa. Specjalistę od nerek mogłabym przecież zatrudnić, mamy za to nadal sprzęt niezbędny do transplantacji na najwyższym poziomie – przekonuje.

Prof. Władysław Sułowicz, szef nefrologii w Szpitalu Uniwersyteckim i wojewódzki konsultant ds. nefrologii, nie widzi sensu w rozwoju tej specjalizacji w Małopolsce. – Przeszczepów rodzinnych jest zbyt mało w skali roku, żebyśmy mieli doświadczenie i wprawę w ich przeprowadzeniu – wyjaśnia prof. Sułowicz. – A przecież trening czyni mistrza. Myślę, że aktualne rozwiązanie, gdy tylko kilka placówek w Polsce wykonuje takie zabiegi, jest dobre – kwituje profesor. Dodaje, że jeśli chodzi o liczbę przeszczepów nerek od osób zmarłych, to nie mamy czego się wstydzić. W tym roku uniwersyteccy lekarze wykonali ich już 42, w ubiegłym 66. – Mieścimy się w średniej krajowej – uściśla Władysław Sułowicz.

Zdaniem Jolanty Pulchnej, rzeczniczki małopolskiego NFZ, krakowscy specjaliści nie mają zbyt wielu powodów do dumy. Dyrekcji NFZ nie przekonują ich tłumaczenia, że nie potrafią wykonywać tak istotnych zabiegów.

– Zdumiewający jest fakt, że w Krakowie żaden szpital nie wykonuje przeszczepów od dawców spokrewnionych, staramy się zatem na różne sposoby aktywizować szpitale do działania. Chorzy czekają – apeluje Pulchna.

Dla nich w ub. r. małopolski NFZ stworzył kampanię „Lubię się dzielić” prowadzoną wspólnie z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Osób Dializowanych. Urzędnicy chcieli tym samym zwiększyć świadomość społeczną, wiedzę o przeszczepach rodzinnych jako bezpiecznej metodzie leczenia.

– Ale ta akcja jest także dla placówek medycznych – podkreśla rzeczniczka NFZ. – Przecież udany przeszczep jest najlepszą i najtańszą formą leczenia zastępczego dla chorego z nieodwracalną niewydolnością nerek. Niestety liczba osób oczekujących na przeszczep rośnie -mówi Jolanta Pulchna.

Wtóruje jej także prof. Roman Danielewicz, szef Poltransplantu, centrum organizacyjno-koordynacyjnego do spraw transplantacji. Przyznaje, że coraz więcej ośrodków w Polsce zdobywa doświadczenie w przeszczepianiu nerek od osób spokrewnionych.

– Poza wszelką wątpliwością jest to, że i krakowskie placówki powinny iść w tym kierunku – zaznacza. – Ale takie decyzje podejmują już sami lekarze – kwituje.

red.: Anna Górska

źródło: Gazeta Krakowska