To pierwsza taka operacja w Polsce. W stołecznym szpitalu przy ul. Lindleya we wtorek przeprowadzono łańcuchowy przeszczep nerek. Trzy pary wymieniły się organami. Przeszczep przeprowadził zespół Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej w składzie: prof. Andrzej Chmura, prof. Artur Kwiatkowski, dr n. med. Rafał Kieszek.

12 godzin zajęło pobranie trzech narządów i ich przeszczepienie. – To przełomowy moment w polskiej medycynie. Dzięki tej operacji dołączyliśmy do elitarnych ośrodków ze Stanów i Unii Europejskiej, które wykonują podobne zabiegi – powiedział po operacji prof. Artur Kwiatkowski. Wszyscy pacjenci czują się dobrze. W salach leżą obok siebie biorca z dawcą, dzięki temu wspierają siebie nawzajem.

Pobrali i przeszczepili trzy organy

Dawcami nerek są: syn, który ze względów immunologicznych nie mógł oddać nerki swojej dializowanej matce, mąż, który również nie miał możliwości ofiarowania narządu chorej żonie, oraz siostra, która z powodu braku zgodności grup krwi nie mogła pomóc bratu. Małżeństwo przyjechało z Krakowa, rodzeństwo z Bydgoszczy, a syn z matką pochodzą z Ciechanowa.

Nerki przeszczepiono pomiędzy trzema parami. Zostały one dopasowane dzięki pracy zespołu immunologów i programowi komputerowemu.

Chirurdzy we wtorek pobrali i przeszczepili trzy organy. W operacjach wzięło udział 7 lekarzy, a cały personel zaangażowany w to przedsięwzięcie liczył 20 osób. Pracowali równocześnie w dwóch salach operacyjnych. – W jednej pobiera się nerkę, a w drugiej po sąsiedzku czeka już przygotowany biorca do przeszczepu – opowiada dr Jolanta Gozdowska z Kliniki Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii szpitala przy Lindleya. – Gdy kończy się przeszczepienie u jednej pary, zaczyna się następne. Ważne, by to zrobić szybko i sprawnie, by trzecia, ostatnia para nie była za bardzo zestresowana oczekiwaniem. Operacje krzyżowe to bardzo duże wyzwanie medyczne i logistyczne. By doszło do skutku, wszyscy uczestnicy muszą być zdrowi. Dawcy i biorcy muszą być w dobrej formie.

Pierwsze dwa pobrania narządów odbyły się metodą laparoskopową, dzięki temu najmłodszy pacjent mógł jeszcze tego samego dnia zobaczyć się z mamą, która dostała przeszczep jako ostatnia.

W lutym tego roku zespół prof. Andrzeja Chmury przeprowadził pierwszy w Polsce przeszczep krzyżowy. Wtedy dwóch mężczyzn chciało oddać nerki swoim partnerkom, ale w obu przypadkach istniała niezgodność immunologiczna. Okazało się jednak, że mogą się wymienić nimi na krzyż. – Chciałem oddać nerkę żonie, ale nie mogłem, dlatego oddałem ją innej kobiecie, a jej partner mojej żonie. Teraz jesteśmy jedną rodziną – mówił „Wyborczej” po przeszczepie pan Jacek, jeden z dawców. – Mieszkamy 150 km od siebie, ale już jesteśmy umówieni na ryby.

By przeszczep doszedł do skutku, potrzebna była zgoda sądu, ponieważ między dawcami i biorcami nie było pokrewieństwa.

„Wspierają się nawzajem”

We wtorek zespół Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej przeprowadził jeszcze bardziej skomplikowane przedsięwzięcie. Dr Gozdowska przed operacją podkreślała, że pacjenci są zdeterminowani, bo wiedzą, że przeszczep to jedyny sposób, by pomóc bliskim. – Wspierają się nawzajem. Jest w nich dużo nadziei – podkreślała lekarka.

Na przeprowadzenie pierwszego w Polsce przeszczepu łańcuchowego musiała zgodzić się Komisja Etyczna Krajowej Rady Transplantacji oraz sąd. Zgoda sądu była potrzebna, ponieważ polskie prawo nie pozwala na pobranie i przeszczepienie nerki od tzw. dawcy altruistycznego, jednak prawo dopuszcza możliwość przekazania narządów osobie niespokrewnionej w przypadku „szczególnych względów osobistych”.

W warszawskiej klinice wykonywanych jest 40 proc. wszystkich w kraju przeszczepów od żywych dawców. W 2014 r. przeprowadzono w całej Polsce 55 takich zabiegów.

autor: Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
źródło: gazeta.pl