Polscy specjaliści jako pierwsi w Europie i drudzy na świecie próbują leczyć cukrzycę, przeszczepiając chorym ich własny szpik. Z powodzeniem!

Michał ma 31 lat. Jest policjantem operacyjnym, czyli takim, który nie siedzi za biurkiem, lecz działa w terenie. Wygląda jak okaz zdrowia. Wspaniale rozwinięta klatka, zero brzucha, na twarzy uśmiech od ucha do ucha.

Niespełna dwa lata temu zaczął niedomagać. – Czułem się stale senny, zmęczony – opowiada. – Brakowało mi energii, pociłem się jak mysz, na dodatek schudłem dziesięć kilo. Siadłem do komputera i po lekturze doszedłem do wniosku, że te wszystkie objawy pasują jak ulał do cukrzycy.

Pierwsza wizyta u diabetologa nie pozostawiła wątpliwości. Cukier na czczo – 500 mg [norma to poniżej 105 mg].

Michał trafił pod opiekę dr Alicji Milczarczyk ze szpitala MSWiA w Warszawie. Po dwóch tygodniach podawania insuliny poziom cukru się ustabilizował. – I wtedy pani doktor spytała, czy nie wziąłbym udziału w nowatorskim programie leczenia polegającym na przeszczepie szpiku – opowiada. – Ponownie usiadłem do komputera i nic, żadnych informacji. Ale gdy pomyślałem, że jeśli nie skorzystam z szansy, to być może koniec z aktywną pracą, którą kocham, odpowiedziałem „tak”.

Niszczenie zniszczenia

Na pomysł leczenia cukrzycy za pomocą przeszczepu szpiku wpadł dr Emilian Snarski, młody lekarz ze Szpitala Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Banacha. Usłyszał na międzynarodowej konferencji, że metodę tę stosują z dużym powodzeniem współpracujący z Amerykanami Brazylijczycy pod wodzą prof. Julio Voltarellego z Sao Paulo.

– Mój szef – prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak – szybko kupił pomysł – opowiada dr Snarski. – Napisaliśmy projekt badawczy, dostaliśmy zgodę komisji etycznej i zaczęliśmy poszukiwania pacjentów. To niestety wcale nie jest proste, bo trzeba trafić na lekarzy innej specjalności, którzy zechcą wziąć udział w nowatorskim badaniu. Zajęło nam to pół roku, ale w końcu udało się dzięki przychylności zespołu lekarzy ze szpitala MSWiA pod kierunkiem prof. Edwarda Franka.

Cukrzyca typu 1, bo to o nią chodzi, atakuje najczęściej ludzi młodych, a także dzieci.

Coraz więcej danych wskazuje na to, że to tzw. choroba autoimmunizacyjna, a więc taka, w której organizm sam zwraca się przeciw sobie. W tym wypadku niszczy produkujące insulinę komórki trzustki. W efekcie po pewnym czasie trzustka przestaje pracować, chory skazany jest na przyjmowanie sztucznej insuliny do końca życia.

– Przeszczep szpiku stwarza nadzieję na oszukanie układu odpornościowego – tłumaczy prof. Jędrzejczak. – Zaproponowaliśmy go tylko tym pacjentom, u których chorobę wykryto bardzo niedawno i trzustka jeszcze częściowo dawała sobie radę. Trwał więc tu wyścig pomiędzy postępującym zniszczeniem a niszczeniem tego zniszczenia – ciągnie profesor. – Wyniki Brazylijczyków wskazywały jednak, że takie leczenie to coś wspaniałego, coś być może nawet na miarę odkrycia insuliny.

Jak to się robi

– Gdy tylko trafiłem do szpitala na Banacha, przedstawiono mi długą listę wszystkich możliwych skutków ubocznych terapii, ze zgonem włącznie – opowiada Michał. – Ale decyzja była już podjęta i szybko podpisałem dokumenty.

– To oczywiste, że musieliśmy szczegółowo informować chorych o tym, na co się decydują – mówi dr Snarski. – Ostatecznie blisko połowa z nich zrezygnowała z przeszczepu. Woleli żyć z cukrzycą, przyjmując insulinę.

W badaniu do tej pory wzięło udział kilkunastu pacjentów. Losy pierwszych ośmiu opisano w publikacji, która ukazała się w „Bone Marrow Transplantation”.

Lekarze najpierw pobudzali szpik do dodatkowej produkcji komórek macierzystych. Później zbierali te komórki z krwi obwodowej i zamrażali je. Następnie za pomocą silnie działających leków niszczyli szpik pacjenta i wreszcie podawali mu porcję jego własnych komórek macierzystych. W efekcie układ odpornościowy chorego „zapominał”, że należy atakować trzustkę, a ta była w stanie wznowić porządną produkcję insuliny.

Wyleczony? Jeszcze nie

– Zresetowano mnie – tak Michał określa zniszczenie lekami starego szpiku – pod koniec listopada 2009 r. i oznajmiono, że po 30 dniach powinienem całkowicie odstawić insulinę. I to się sprawdziło! Wyszedłem do domu na Wigilię, a dzień wcześniej wziąłem ostatnią porcję lekarstwa.

Michał jest w Polsce dziesiątym cukrzykiem, któremu przeszczepiono szpik. Do dziś tą eksperymentalną metodą leczono kilkunastu chorych. Blisko dwie trzecie z nich nie bierze już insuliny, a u tych, którzy muszą ją przyjmować, dawki zmniejszyły się o blisko 75 proc. Michał regularnie sprawdza poziom cukru, intensywnie ćwiczy fizycznie, je co trzy godziny i bardzo uważa na dietę. – Raz w tygodniu, w sobotę, pozwalam sobie na małe ciastko – mówi.

– To, że rok, dwa czy trzy lata po zabiegu trzustka świetnie daje sobie radę, wcale nie oznacza, że chorzy są trwale wyleczeni z cukrzycy – ostrzega prof. Jędrzejczak. – Jestem wręcz przekonany, że będą nawroty, ale każdy rok na własnej insulinie to coś, o co warto się bić. Podanie insuliny z zewnątrz jest zawsze gorsze niż korzystanie z tej naturalnej. Poza tym mamy zamrożone komórki, aby w razie potrzeby powtórzyć zabieg.

– Większość pacjentów prof. Voltarellego wróciła do zażywania leku, ale biorą go w znacznie mniejszej dawce, np. jedną czwartą czy nawet jedną dziesiątą tego co przed przeszczepem. A mniej więcej jedna trzecia chorych nie wymaga insuliny nawet po pięciu latach od przeszczepu – mówi dr Snarski. – Ważne jest to, że otworzył się nowy rozdział w medycynie. Skoro raz udało się „przelecieć przez Atlantyk”, wiadomo już, że to możliwe – dodaje lekarz.

Metoda będzie się z czasem zmieniać – przewidują lekarze. Z najnowszej pracy opublikowanej przez Chińczyków wiadomo już, że skutkuje ona także u pacjentów, których leczenie zaczęto nie kilka tygodni, lecz kilka miesięcy po wykryciu cukrzycy.

Dr Snarski pracuje dziś w Heidelbergu w Niemczech. Zamierza tam przeszczepiać szpik chorym na inne schorzenia autoimmunizacyjne, np. stwardnienie rozsiane czy twardzinę układową. A polski program eksperymentalny idzie dalej. Jego prowadzenie przejął dr Kazimierz Hałaburda. – Przygotowujemy wystąpienie do komisji bioetycznej o zgodę na kolejną turę – mówi prof. Jędrzejczak.

Bliźniaki w drodze

Wszystkich mężczyzn, którzy wzięli udział w polskim badaniu, poinformowano o możliwości oddania nasienia do banku. Zarówno cukrzyca typu 1, jak i leki niszczące szpik źle bowiem wpływają na męską płodność.

Michał nie miał wątpliwości, że warto zawczasu zdeponować nasienie. W pierwszej próbce plemników było jak na lekarstwo, ale następna okazała się znakomita.

Rok po przeszczepie Michał ponownie zbadał sobie nasienie. Liczba plemników: zero – brzmiał wynik.

Mógł jednak sięgnąć po zamrożone próbki. Dwie sztuczne inseminacje się nie powiodły, ale już pierwsza próba in vitro przeprowadzona w warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności „nOvum” poszła znakomicie. Uzyskano siedem pięknych zarodków, z których żonie Michała wszczepiono dwa. Oba się ładnie zagnieździły. Narodziny bliźniaków już niebawem.

(Imię bohatera zostało zmienione)

Gazeta Wyborcza Źródło: Gazeta Wyborcza